"Kochajmy marzycieli" - czyli (prawie) recenzja La La Land i psychologia

Zanim wstawię nowego posta, albo ich serie o wyjeździe do Portugalii, podzielę się jeszcze moim
przedmaturalnym artykułem, który wcześniej pojawił się w gazecie "Wytrych", do której czytania również zapraszam na stronę wytrych.eu :)

„It’s another day of sun!” słyszę, pisząc ten artykuł. W radiu gra płyta ze ścieżką dźwiękową musicalu Damiena Chazelle’a znanego wcześniej jako reżysera filmu obowiązkowego dla wszystkich fanów jazzu pt. „Whiplash”. Gdy otwierałam chwilę wcześniej opakowanie płyty, po jego wewnętrznej stronie, na przedstawionym rozgwieżdżonym niebie przeczytałam napis „ Here’s to to the fools who dream”, co przypomniało mi też o słowach „Kochajmy marzycieli” widniejących na ulotkach reklamujących film. Film, który ku zachwycie jednych, śmiechu drugich, a pogardzie trzecich został nominowany do Nagrody Akademii aż w 14 kategoriach, powtarzając tym samym sukces cameronowskiego „Titanica”. Trudno oceniać laikowi, czy aż tak duża liczba nominacji jest adekwatna do rzeczywistej wartości artystycznej czy technicznej filmu, ale na pewno nie da się twierdzić, że pojawienie się tego filmu na ekranach  nie stało się dużym wydarzeniem w świecie kina. Popularność filmu może dziwic tym bardziej, że zdecydowanie nie ma on w sobie cech, które ostatnimi czasy tę właśnie zapewniały. Nie dość, że nie łamie żadnego tabu, to jeszcze główni bohaterowie nie są uwikłani w niezdrowe międzyludzkie relacje, nie jest ukazany  mniej lub bardziej brutalny seks czy też brutalność w ogóle, nie jest poruszana w nim kwestia dyskryminacji rasowej czy związków homoseksualnych (Moonlight) i chorób psychicznych, a ujęcia są długie i cały film przyzwyczajonym do zmieniania się co trzy sekundy ujęcia widzowi, może wydac się powolny. Co więcej ścieżka dźwiękowa filmu nie jest na tyle prosta (tzn. 4 akordy w kółko) by mogła pojawić się na antenie eski czy eremefki, a sam wydźwięk nie jest tak rażąco łatwy jak np. w „Grease”. Dlaczego więc jest to film tak popularny? I dobrze odbierany? Nie zostanie udzielona tutaj odpowiedź, bo powodów jest pewnie wiele. Mogę jednak przypuszczać, na podstawie kilku rozmów,  że ludzie potrzebowali takiego filmu. Spokojnego, ciepłego, sentymentalnego, klasycznego, harmonijnego. Szczególnie kiedy ład na świecie się burzy, często docierają złe wiadomości, a społeczeństwo staje się coraz bardziej zatomizowane. W „La La Land” zaś przedstawione jest normalne życie, nie pozbawione problemów, ale też nie połamane, wyzute z wartości czy zagrożone. Już same pastelowe kolory sprawiają wrażenie, że ekran opatula widza, zaś  forma, sentymentalnie nawiązuje do złotych lat Hollywood-u . A to wszystko wypełnione piękną słodko-gorzką muzyką Justina Hurwitza, w takt której tańczą piękna Emma Stone i czarujący Ryan Gosling, między którymi da się zauważyć na ekranie dużą chemię.



W zasadzie ten artykuł mógłby się kończyć w tym momencie i stać się recenzją „La La Land”, ale nie chęć zrecenzowania tego filmu popchnęła mnie do podjęcia jego tematu. Szczególnie po jego obejrzeniu zostały mi w głowie śpiewane przez filmową Mia’e Wallis podczas przesłuchania słowa piosenki „Here’s to the fools who dream!”. Te słowa pozwoliły mi przypomnieć sobie o jakiejś zapomnianej cesze – o niepoprawnym marzycielstwie. To stało się natomiast przedmiotem kolejnej refleksji. Obecnie, zarówno system edukacji (nie tylko w Polsce) oraz sposób w jaki funkcjonuje świat kreują wizję człowieka naszych czasów, a jego wartość jest wyceniana po obliczeniu praktyczności jego działań. To sprawia, że może się wydawać, że jeżeli dana osoba nie zostanie światowej sławy lekarzem jeżdżącym po całym świecie, nie będzie miała piątki z matematyki czy nie jest w stanie się co do minuty zorganizować, to jest pewnego rodzaju typem podczłowieka, słabym materiałem do budowy nowego wspaniałego świata. Liczą się najlepsze oceny, samodyscyplina, konsekwencja w osiąganiu postawionych sobie celów, rywalizacja, dojrzałe planowanie swojej przyszłości. Naturalnie cechy te są częstsze u mężczyzn niż u kobiet, które w czasie drogi do celu zdążą jeszcze z kimś porozmawiać, czymś się zachwycić, zmienić zdanie. To również widać w szóstce, o wiele częściej słyszy się, szczególnie gdy jest się w klasie maturalnej od dziewczyn, że są strasznie zestresowane, nie dają sobie rady, nie mogą jeść z nerwów. Oczywiście spotkamy i takie dziewczyny i takich chłopaków i nawet nie płeć jest tutaj tak ważna co OSOBOWOŚĆ, a bardziej naukowo TYP PSYCHOLOGICZNY. Szkoła zaś ze swoim systemem nauczania jak i obliczony na rozwój świat forują jedynie kilka z nich. Z powodu presji społecznej, często zdarza się jednak, że osoby o bardziej artystycznym typie psychologicznym ( zaraz ten wątek zostanie rozwinięty), zaczynają na siłę naginać swoje działania i mniej lub bardziej udolnie zmuszają się do ślęczenia godzinami nad rozszerzoną fizyką tak jak ich koledzy, kiedy najchętniej w tym czasie namalowaliby obraz czy skomponowali piosenkę. W  żadnym wypadku nie chodzi tutaj o dezawuowanie pojęcia nauki czy edukacji, tylko o ukazanie faktu, że nie dla każdego kariera profesora fizyki kwantowej powinna być celem oraz wskazanie, że jeśli nim nie jest to fakt ten nie czyni go rzeczonym podczłowiekiem, osobnikiem mniej zdolnym. Jest po prostu człowiekiem innym, który nie mieści się w gombrowiczowskiej gębie człowieka praktycznego i dojrzałego.
O tych różnicach w psychologicznych uwarunkowaniach każdego człowieka coraz częściej się zapomina, chcąc stworzyć uniwersalnego „człowieka sukcesu”. A przecież już od czasów starożytnych dokonywało się podziału na cztery główne temperamenty – sangwnika, choleryka, melancholika i flagmatyka. Psychologia jednak, szczególnie przez XX i XXI wiek zdążyła się bardzo rozwinąć. Na tym rozwoju psychologii, a szczególnie dokładniejszym rozróżnianiu typów osobowości bazuje dość znana strona internetowa 16personalities. com, gdzie znaleźć można test psychologiczny. Jest on chwalony za dokładność z jaką wynik opisuje testującego się delikwenta, i rzeczywiście, z własnego doświadczenia mogę przyznać, że te pochwały nie są dawane na wyrost. Oprócz opisu jednej z szesnastu osobowości, o której wiadomości są zawarte w kilku podrozdziałach nawiązujących do różnych aspektów życia, znaleźć można opisy również innych osobowości jak i wytłumaczenie teorii na jakiej opierały się badania. Choć zabawa w robienie testów psychologicznych spod znaku „Którym bohaterem z Harry’ego Pottera jestem?” nie należy pewnie do zbyt rozwijających, to z tym testem jest inaczej. Szesnaście wyróżnionych osobowości odpowiada stanowi badań typologicznych, które zapoczątkował w XX wieku Carl Gustav Jung, szczególną uwagę przywiązujący do takich cech usposobienia jak introwertyczność i ekstrawertyczność. Jego teorie uzupełnił z czasem cechami takimi jak m.in. tzw. funkcje osądzania (myślenia lub odczuwania) oraz funkcje postrzegania (poznania lub intuicji) (funkcje kognitywne). Na tej podstawie, począwszy od lat 20-tych XX wieku Katharine Cook Briggs zaczęła tworzyć swoją teorie dotyczącą typów osobowości, której efektem stał się tzw. Myers-Briggs Type Indicator. Strona zaś czerpiąc z tych dokonań bazuje na zasadzie tzw. Pięciu Wielkich Cech Osobowości, którymi są : umysł, energia, natura, taktyka i identyfikacja. Poczynając od pierwszej cechy dzieli ona ludzi na jednostki introwertyczne i ekstrawertyczne. Energia zaś na jednostki kierujące się intuicją oraz jednostki realistyczne, Natura na kierujące się logiką i kierujące się zasadami, Taktyka na osoby działające w oparciu o plany, oraz osoby poszukujące, a Identyfikacja wreszcie na jednostki asertywne i jednostki czujne. Już na tym etapie da się zauważyć jak wiele czynników ma wpływ na naszą osobowość, jak bardzo możemy się różnić. Choć wydawać się to może sprawą oczywistą, znamy na pamięć teksty „każdy człowiek jest inny”, „gdyby wszyscy byli tacy sami byłoby nudno”, to jednak myślę, że wiele osób po zrobieniu testu i przeczytaniu opisu swojego typu psychologicznego, w pewien sposób odetchnie z ulgą. Przypomni sobie, że to, że nie chce iść na medycynę czy prawo, albo woli malować obraz niż czytać o międzynarodowych stosunkach gospodarczych nie oznacza bynajmniej, że jest jakimś wybrykiem natury, elementem, który powinien wyginąć w czasie ewolucji, ale przybłąkał się i chodzi taki niepraktyczny w tym praktycznym świecie. Kilka numerów temu pisałam o tym poniekąd w kontekście kobiet, których uczuciowość i wrażliwość jest coraz mniej ceniona, ale nie tylko kobiet to rzecz jasna, jak już wspominałam, dotyczy. Choć oczywiście typ psychologiczny, nie mówi jeszcze o człowieku wszystkiego – ważny jest kraj, w którym człowiek dorasta, sytuacja w rodzinie, klasa społeczna, indywidualne cechy, napotkane w życiu sytuacje, to jednak już sama świadomość przynależności do pewnego typu psychologicznego, który na świecie prezentuje x % osób, wskazuje testującemu się na jego predyspozycje, prawdopodobne silne i mocne strony. To może pomóc niektórym się zaakceptować, zrozumieć, że to jacy są nie jest anomalią tylko naturalnym stanem rzeczy, w odróżnieniu od wzoru uniwersalnego „człowieka naszych czasów”.


 Jakie wyróżniono więc typy psychologiczne? Są one podzielone na cztery grupy, w których są kolejne cztery osobowości. Tak więc mamy GRUPĘ ANALITYKÓW, w której skład wchodzą tzw. Architekci (obdarzeni wyobraźnią i strategiczni myśliciele z planem na wszystko), Logicy (pomysłowi wynalazcy z niezaspokojonym pragnieniem zdobywania wiedzy)nie, dowódcy (odważni, obdarzeni wyobraźnią liderzy o silnej woli, zawsze wynajdujący rozwiązanie lub tworzący je), oraz Dyskutanci ( Inteligentni i ciekawi myśliciele, którzy nie potrafią oprzeć się intelektualnemu wyzwaniu).
Kolejną grupą są tzw. DYPLOMACI, a wśród nich Rzecznicy (spokojni i tajemniczy, a jednocześnie bardzo inspirujący i niestrudzeni idealiści), Pośrednicy (uprzejmi i altruistyczni ludzie o poetyckiej duszy, zawsze chętni do pomocy dla dobrego celu), Protagoniści (charyzmatyczni i inspirujący liderzy, potrafiący mocno uchwycić uwagę swoich słuchaczy) oraz Działacze, do których wg testu zaliczam się ja ;) (entuzjastyczni, twórczy i towarzyscy ludzie charakteryzujący się tzw. Wolnym duchem, którzy zawsze znajdą powód, aby się uśmiechnąć).
Następnie mamy do czynienia z grupą STRAŻNIKÓW tj. Logistyków (praktycznych i skupionych na faktach indywidualistów, których niezawodności nie da się podważyć), Obrońców (bardzo oddanych i czułych opiekunów, zawsze gotowych bronić swoich ukochanych), Wykonawców (doskonałych administratorów, którzy lepiej niż ktokolwiek inny potrafią zarządzać różnymi sprawami lub ludźmi), a wreszcie Doradców (niesłychanie troskliwych, towarzyskich i popularnych ludzi, zawsze skorych do pomocy).
 Sporo tego prawda? A przed nami jeszcze jedna grupa – ODKRYWCY tj. Wirtuozi (odważni i praktyczni eksperymentatorzy, mistrzowie wszelkich narzędzi), Poszukiwacze przygód (elastyczni i uroczy artyści, zawsze gotowi, aby poznawać i doświadczać czegoś nowego), Przedsiębiorcy ( inteligentni, energiczni i spostrzegawczy ludzie, którzy naprawdę uwielbiają życie na krawędzi), w końcu Animatorzy (spontaniczni, energiczni i entuzjastyczni animatorzy – życie nigdy nie jest przy nich nudne).
„Here’s to the ones who dream, foolish as they may seem, Here’s to the hearts that ache, Here’s to the mess we make. She told me: She told me: A bit of madness is key, to give us new colors to see
who knows where it will lead us?
And that's why they need us” (w nieudolnym polskim tłumaczeniu, którego sama bałam się podjąć: Za tych, co mają marzenia, jakkolwiek głupie by nie były, za serca, co cierpią, za bałagan, który czynimy. Powiedziała mi..."Odrobina szaleństwa jest kluczowa", "By odkryć kolory od nowa!", "Kto wie gdzie nas skierują?", "Oto dlaczego nas potrzebują" ). Swiat potrzebuje marzycieli, tego nieracjonalnego, niepraktycznego elementu, który jednak sprawia, że życie nie staje się tylko realizacją założeń firmy od A do Z, ale okazuje się też przygodą zaskakującą na każdym kroku, wielowymiarową i kolorową. Ale przede wszystkim świat potrzebuje każdego, niezależnie czy jest typologicznym wykonawcą, animatorem, działaczem czy architektem, a może jeszcze kimś innym wyłamującym się schematom. Nie chodzi tutaj bynajmniej o okopywanie się w swoim typie psychologicznym i tłumaczenie nim wszystkich zachowań, ale o akceptację tego, że będąc daleki od współcześnie kreowanego ideału jestem potrzebny i idealny właśnie przez bycie sobą. Człowiek, który może nie realizuje celów świata, ale postępuje by realizować swoje, mniejsze lub większe cele i jest szczęśliwy jest w rzeczywistości bardziej praktyczny i potrzebny, niż ktoś postępujący wbrew sobie, szukających swoich słabości tam gdzie w rzeczywistości tkwi jego siła, a ubierający się w zbroje zalet, których nie posiada.



Komentarze

Popularne posty