„Washington Black” - recenzja książki Esi Edugyan, finalistki Nagrody Bookera





Gdy 3 lata temu wybrałam się na książkowe łowy, jeszcze w czasie wielkiej zarazy, książkę Esi Edugyan oceniłam po okładce. W szarych czasach pandemii skusiła mnie swoimi kolorami i ilustracją przedstawiającą dwóch mężczyzn lecących osobliwą wersją balonu, unoszących się ponad palmami. Minęły jednak trzy lata, zanim sprawdziłam, czy faktycznie nie można oceniać książki po okładce. W tym przypadku ostrzeżenie okazało się bezpodstawne. Książka przerosła i tak już ciekawą okładkę, choć kryła się w niej treść, której nie do końca się spodziewałam. Nastawiałam się raczej na literaturę przygodową pokroju „80 dni dookoła świata”, niż obyczajowy dramat odbywający się na tle zmieniającej się z nieludzkiej i strasznej, na nieco bardziej humanitarną sytuację czarnych niewolników. 

Głównym bohaterem książki Esi Edugyan, finalistki nagrody Bookera, jest Wash. Gdy poznajemy go w pierwszych rozdziałach książki chłopiec ma 10 lat. Pracuje on wraz z dziesiątkami innych zniewolonych ludzi w wołających o pomstę warunkach na jednej z barbadoskich, należących do arystokratycznej brytyjskiej rodziny, plantacji trzciny cukrowej. Rytm jego dni wyznaczają zamachy maczetą, świst przelatującego tuż koło ucha bata i uchwyt silnej ręki Wielkiej Kit, która z jakiegoś powodu postanowiła się nim opiekować, w miejscu, gdzie każdy dba tylko o siebie. Jego życie zmienia się, gdy na plantację przyjeżdża brat właściciela plantacji, ekscentryczny, wysoki i pełen naukowego zapału, zupełnie inny, niż jego zdawać by się mogło, pozbawiony ludzkich odruchów brat. Gdy nowoprzybyły Christopher, wybiera Washa na swojego osobistego służącego, świat chłopca zaczyna nabierać innych barw, niż tylko zieleń trzcin i szarość wysuszonej ziemi. Kiedy w wyniku dramatycznego zbiegu wydarzeń za głowę Washa zostaje wyznaczona nagroda, Christopher ucieka z wyspy i zabiera chłopaka ze sobą. Tak zaczyna się dla Washa nowy etap życia, podróż zarówno po świecie jak i w głąb siebie oraz nieprawdopodobna przyjaźń zbiegłego niewolnika z dziedzicem brytyjskiej arystokracji. 

Po tym wstępie, może zdawać się Wam, że książka będzie przede wszystkim osadzoną w XIX – wiecznym, nieco steampunkowym klimacie powieścią przygodową. I choć przyjmuje ona rzeczywiście taką formę, to dzięki pierwszoosobowej narracji młodego niewolnika, jest czymś znacznie więcej. Poza prowadzeniem nas przez kolejne obszary XIX -wiecznego świata, niosąc nas wraz z bohaterami od dalekiej Północy, po gorące Maroko, czy porty podnoszących się po wojnie secesyjnej Stanów Zjednoczonych, Esi Edugyan prowadzi nas także w psychikę dorastającego chłopaka, który urodził się z przeświadczeniem, że sam do siebie nie należy i nie ma na nic wpływu. Przekonanego, że życie jest na tyle wrogie, iż wielu z jego czarnych braci wolało zakończyć je samobójstwem, niż zgadzać się na dany im los. Przez te niezwykle bolesne doświadczenia dzieciństwa, Wash staje się świetnym narratorem i obserwatorem otaczającej go rzeczywistości. Ponieważ odebrano mu człowieczeństwo, staje się niejako tym, na co patrzy.  Od tego bowiem, co go otacza, a nie od jego woli, zależy co się z nim stanie i jaka będzie jego przyszłość. Podróżując wraz z Washem, możemy zauważyć, jak spotykając się z dobrem i akceptacją nabiera wiary w siebie i poczucia własnego ja. Jak odważa się przywiązać do konkretnej wizji przyszłości, do drugiego człowieka i jaką czasem płaci za to cenę. Przyglądamy się mu, gdy mimo ogromu własnego cierpienia, zauważa cierpienie innych, które czasem go dziwi, gdy maluje się na twarzy osób, które mają wszystko, co jest potrzebne do szczęścia. Obserwujemy dojrzewanie nastolatka, który od zawsze i na zawsze będzie traktowany jako odrzutek, ktoś, kto musi udowadniać swoją wartość. Edugyan pewnie prowadzi nas przez trudne tematy wykluczenia, przemocy, dojrzewania, nierówności społecznych, miłości, przyjaźni i poszukiwania sensu życia, a robi to przy użyciu celnych i niezwykle malowniczych metafor, które są dużą wartością dodaną tej powieści. Tutaj należą się również gratulacje dla tłumacza – Bohdana Maliborskiego – który wypełnił myśli Edugyan pięknym polskim językiem.


Trudno powiedzieć mi, mimo wymienionych wyżej zalet tych książki, czy jest ona dla każdego. Wydaje mi się, że niektórych może drażnić eklektyzm gatunków i woleliby, by tak trudne tematy omawiane były w poważniejszej formie. Choć pisarka nie epatuje specjalnie okrucieństwem, niektóre opisy strasznej rzeczywistości czarnych niewolników nie pozwalają spać spokojnie i stawiają pytania o naturę człowieka. Nie jest to zatem zawsze lektura przyjemna, bywa bolesna, choć ten ból przeplata się zwykle z zaciekawieniem, nadzieją czy niecierpliwością. Powieść zawiera w sobie wiele kolorów i odcieni, i trochę tak jak w życiu, my możemy zdecydować, który z nich najbardziej do nas przemawia. Wadą tej niezwykłej książki, jest w moim odczuciu przede wszystkim jej zakończenie, które wydaje się nieco przeforsowane i doklejone oraz momentami trudne do interpretacji i zaakceptowania. Mimo tego, z zastrzeżeniami poczynionymi powyżej, pragnę wam „Washingtona Blacka” polecić, szczególnie, jeżeli nie mieliście jeszcze do czynienia z literaturą dotyczącą problematyki niewolnictwa, i w której to sam niewolnik ma głos. 


Na koniec, tradycyjnie, zostawiam Wam parę cytatów, które zapadły mi w pamięć.


„Śmierć była jak drzwi. Myślę, że Kit pragnęła, żebym to zrozumiał. Nie bała się jej. Wyznawała pradawną wiarę z poprzecinanych rzekami wyżyn Afryki, wedle której zmarli odradzają się w rodzinnych stronach i odzyskują wolność. Myśl ta wpadła jej do głowy na widok mężczyzny odzianego w biel jak smużka trucizny wlanej do studni.”


„Niosłem gwóźdź w zaciśniętej dłoni jak odłamek mroku. Niosłem go jak tajemnicę, jak szparę, przez którą można wypatrzyć niemożliwą do ziszczenia przyszłość. Niosłem go jak klucz”.


„Byliście dziećmi – odparł jego ojciec. – Nie mieliście pojęcia o pięknie.

- Dzieci wiedzą o pięknie wszystko – rzucił cicho Tyci. – To dorośli o nim zapominają.”


„ I wtedy zdarzyło się to.

- Co sir? – spytałem niepewnie.

- To, co zawsze! Kobieta.

- One się zdarzają?

- Jeśli masz szczęście, nieustannie.

Nie zrozumiałem go ani na jotę.

- To straszne sir -szepnąłem, wciąż zbyt zalękniony, by dzielić się opiniami z białym.

Spojrzał na mnie ostro.

- Czyżby? Cóż, widocznie źle to opisałem.”


Książka została wydana w miękkiej okładce nakładem wydawnictwa Świat Książki w 2020 roku w przekładzie Bohdana Maliborskiego, liczy 443 strony



Komentarze

Popularne posty