"Sen o okapi" - RECENZJA KSIĄŻKI MARIANY LEKY

 


„Sen o okapi”, to książka, którą przeczytałam już jakiś czas temu, a jednak, wciąż wracam do niej myślami i wspomnienie jej, jak herbata pita w kuchni u babci powoli napełnia mnie ciepłem, aż po koniuszki palców. Od strony literackiej, językowej, nie jest to może wybitne arcydzieło, ale jest to książka genialnie i nienachalnie mądra. Jej czytanie jest jak spotkanie dawno nie widzianego przyjaciela z dzieciństwa, który zna nas do szpiku kości i widzi poprzez wszystkie nałożone przez lata maski prawdę o nas.

 Po takim egzaltowanym wstępie, możecie zastanawiać się słusznie, o czym jest ta książka? Jej centrum, jak i centrum życia narratorki Luizy, jest postać Selmy. To jej od czasu do czasu śni się tytułowy „Sen o okapi”. Ze snem tym jednak wiąże się pewna prawidłowość – gdy Selma śni o okapi, ktoś z niewielkiej, osadzonej w niemieckich górach wioski w ciągu kolejnych 24 godzin umiera. Okoliczności tych śmierci bywają różne, nikt też nie jest w stanie przewidzieć, na kogo tym razem padnie. Wiadomość o śnie Selmy zwykle wywołuje w wiosce poruszenie, które u jednych wyraża się odczuwaniem panicznego strachu, u innych zaś ulgą. Snem o okapi zaczyna się również cała historia. W nieco onirycznej, wchodzącej w realizm magiczny atmosferze poznajemy kolejnych mieszkańców wioski – poczynając od narratorki Luizy, której babcią jest Selma, poprzez kolejnych członków jej rodziny, aż po mieszkańców wioski i tych, którzy się w niej pojawią. 

Mariana Leky głosem Luizy prowadzi nas przez jej dojrzewanie, jej poczucie straty, strach przed podejmowaniem decyzji. Przez drobnostki, które okazują się mieć ogromną wagę w kontekście całego życia i to, co pozostaje tłem, choć zapisze się w podręcznikach od historii. Opowiada o postaciach, które gmatwają się w codzienności z ogromnym zrozumieniem i ciepłem, przez co czytelnik, który może się w nich odnaleźć, również czuje się zrozumiany i przytulony. Autorka mierzy się z żałobą, lękiem przez pozostawaniem w relacji, przed zmianą, przed stratą, a robi to z wyczuciem i często z humorem. W tej historii, to, co najważniejsze, rozgrywa się w psychice bohaterów, która maluje pejzaż całej opowieści. „Sen o okapi” napisany jest stosunkowo prostym językiem, co momentami mnie drażniło, z drugiej jednak strony pozwalało wybrzmieć prostym, a czasem trudnym do przyjęcia prawdom i odnaleźć się w nich. 

To, co jednak mnie najbardziej urzekło, to fakt, że ta książka jest na wskroś ludzka i wobec ludzi czuła, nie wygładzająca naszych kantów, nie upiększająca rzeczywistości, a jednak napełniająca nadzieją i poczuciem wspólnoty z innymi, z którymi dzielimy swoje życia. Być może znalazła mnie ona w idealnym momencie, w epicentrum kryzysu ćwierćwiecza, ale stała mi się bardzo bliska i jestem pewna, że nie raz będę do niej wracać. Może i Wy odnajdziecie w niej to, co ja. Jeśli już ją czytaliście, to koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach.

Na koniec zostawiam Wam parę cytatów, które oddają klimat tej historii.

„ Kiedy wczesnym rankiem listonosz przyszedł opróżnić skrzynkę, czekało już tam kilkoro mieszkańców chcących odebrać swoje pospiesznie wrzucone listy, bo nagle stały się dla nich nieprzyjemne, sądzili bowiem, że użyte w nich słowa są zbyt wielkie jak na toczące się dalej życie i że znajduje się w nich o wiele za dużo tych wszystkich „zawsze” i „nigdy”. Listonosz cierpliwie pozwolił ludziom grzebać w pocztowym worku, żeby mogli zabrać swoje ujawnione prawdy.”

„ Nie chciałam przerywać poszukiwań – przeczuwałam, że ktoś, kogo przestaje się szukać, już jest stracony.”

„ Wprawdzie bez wyznania miłości nie wydarzy się nic szczególnie pięknego, ale i nic szczególnie złego, a w końcu o to przecież chodzi.”

Książka, w przekładzie Agnieszki Walczy, ukazała się na polskim rynku w 2022 roku, nakładem wydawnictwa Otwarte. Jest w twardej, pięknie ilustrowanej okładce i liczy 352 strony.

Komentarze

Popularne posty