Byłam na Marszu Niepodległości - i raz wystarczy

Opisuje wydarzenie, tak jak to widziałam, z jedynej perspektywy, którą posiadam. Nie przesądzam o tym, że może w niektórych momentach było lepiej, wiem też, że w niektórych flag zielonych było tyle co biało - czerwonych. Ja jednak szłam w innej części marszu.

Nie podobało mi się nie dlatego, że otaczali mnie faszyści i narodowcy ( i, nie czyli) - tak jak przypuszczałam stanowili mniejszość i raczej to ich trzeba było szukać wśród tłumu, a nie normalsów. Nie podobało mi się również nie dlatego, że byłam źle do marszu nastawiona - nigdy, poza relacjami medialnymi nie miałam z nim wcześniej do czynienia. Nie uważam, że ONR należy zdelegalizować - choć na pewno go nie popieram. Nie podobało mi się w końcu nie dlatego, że było głośno, niektórzy pili alkohol, strzelały race - to pewna specyfika tłumu, a race dawały niesamowity klimat i w sumie piękne, choć niepokojące widowisko. Nie podobało mi się dlatego, że ten marsz był cholernie, dojmująco ponury.


Nastawiony na negacje tego, czym nie jesteśmy, a nie na afirmacje tego kim jesteśmy. A przecież mamy co afirmować. Tak, były i okrzyki "cześć i chwała bohaterom", "Bóg, honor i ojczyzna", "biało - czerwone, to barwy niezwyciężone" i to zdecydowanie były najlepsze momenty marszu. Także ten, w którym została zaintonowana Rota - niestety tylko raz. Czy te, w których jeden facet koło nas uparcie wykrzykiwał wiersz "kto ty jestes - polak mały". Wtedy też te wyśmiewane przez jedne media, a gloryfikowane przez drugie rodziny z dziećmi najchętniej przyłączały się do okrzyków i dało się czuć radość, taką jak ta, gdy wszyscy stojąc z biało-czerwonymi flagami odśpiewaliśmy o 12.00 na Pl. Piłsudskiego Marsz Dąbrowskiego. Niestety te radosne, ciepłe momenty częściej były zastępowane negatywnymi definicjami typu " to jest polska, NIE BRUKSELA, tu się zboczeń, NIE POPIERA", "NIE tęczowa/ islamska, NIE laicka, tylko Polska katolicka". Do nich dołączyły okrzyki nawołujące do jeb***a to TVN-u, to Lecha Poznań, to pedałów. Do ich wykrzykiwania dołączało znacząco mniej ludzi. Co jakiś czas ktoś przebąkiwał, by może zaśpiewać jakieś piosenki międzywojenne, niektórzy nawet próbowali intonować "Przybyli ułani pod okienko", ale ich słabe głosy, nie były w stanie przebić się przez okrzyki, posiadających mikrofony organizatorów. Nie chce tym samym powiedzieć, że wszyscy spośród narodowców przypominali pijanych kibiców, zupełnie nie. Nikt nie był specjalnie agresywny, nie czułam zagrożenia. To co czułam jednak u nich to jakąś chęć walki, jakbyśmy jeszcze nie mogli uzmysłowić sobie tego, że przecież już od przeszło 25 lat jesteśmy całkowicie wolni, że nie musimy z nikim walczyć. Możemy się nie zgadzać, możemy utwierdzać się w przekonaniu, że Polska katolicka i narodowa jest najlepszą opcją, ale nie musimy bić się, choćby intelektualnie z tymi, którzy myślą inaczej. Możemy na przykład ROZMAWIAĆ. A może, gdy przestaniemy rzucać hasłami typu "komunista", "lewak", "faszysta", "antysemita", po których rzuceniu, jak po rzuceniu zaklęcia rozmówca zamienia się we wroga, okaże się, że i my i oni chcemy dla tej Polski dobrze. Tej Polski, która jest wspólna, która jest piękna i która jest wolna KIEDY my żyjemy.



Wiedzcie, że fałszem jest, iż ulicami Warszawy kroczyło w zależności od źródeł 60 tys., albo 150 tys. faszystów. Nie, nie kroczyło, byłam tam też ja. Kroczyło wiele osób, które chciały poczuć jedność, uczcić niepodległość, nie wstydzić się polskości, a marsz ten był jedynym dostępnym w stolicy. Mam nadzieję, że za rok uda się czy to rządowi, czy innej organizacji zrobić Marsz, na którym większość jego uczestników nie będzie musiała marszczyć czoła czy udawać, że nie słyszy, tego co wykrzykują obok i czuć się w nim reprezentowana. Który będzie wyznaczać raczej wysokie,a nie niskie standardy. Marsz Niepodległości powstał w wyniku braku inicjatywy poprzedniego rządu, w wyniku częstego obśmiewania polskości, zaniedbywania polityki historycznej i kosmopolityzmu. Utrzymuje się za to przez obecny, często negatywnie nastawiony do zachodu dyskurs partii rządzącej, przez istniejące w nas uprzedzenia, zapisane w DNA skłonności do bycia "przeciw czemuś" i do walki. Mam nadzieję, że to wahadło będzie się coraz słabiej wychylać, aż dojdziemy do punktu gdy nie będziemy ani uprzedzeni, ani uniżeni, ani konformistyczni, ani na siłę wojujący, gdy nie będziemy głównie pisowcami i kodowcami - tylko będziemy Polakami. Jesteśmy młodą demokracją i pozostaje wierzyć, że z czasem to się nam uda.



Cieszę się, że wczoraj udało mi się iść na wystawę Znaki Wolności na Zamku Królewskim, a później na koncert na Stadionie Narodowym i dzisiaj rano na odśpiewanie hymnu na Pl. Piłsudskiego. Inaczej byłoby mi teraz, po marszu, smutno i ponuro.

Komentarze

Popularne posty