Zobaczyć prawdziwy ból - refleksje na temat filmu Jessego Einsenberga pt. "Prawdziwy ból"

 

Jako typowa Polka, niezależnie od moich chęci, nieustannie nastawiony mam radar na pojawiające się w zagranicznych mediach wzmianki o Polsce. Wiadomość o takich przyjmuje najpierw z radością i myślą, że „no może nas w końcu docenią”, z drugiej strony zaś z lękiem, czy nie zostaniemy znów przedstawieni w niekorzystnym świetle. Te dwa odczucia odnotowałam u siebie również wówczas, gdy usłyszałam, że Jesse Eisenberg, aktor znany choćby z głównej roli w The Social Network kręci film, którego akcja dzieje się w Polsce. Ponieważ film miał dotyczyć jego powrotu do korzeni swojej żydowsko-polskiej rodziny, obawy o to, jak zostanie przedstawiona Polska były z wiadomych powodów nieco większe, niż zwykle, choć złagodzone deklaracją aktora, że film ma być „listem miłosnym do Polski”. W mediach o filmie pod tytułem „Prawdziwy ból” rozmawiało się przed premierą, jak i po głównie w tym kontekście – jaka jest Polska oczami amerykańskiego aktora, żyda .Spojrzenie przez ten paradygmat mogło jednak szkodzić właściwemu odbiorowi filmu i temu, o czym faktycznie on jest. W moim odczuciu jest on bardzo precyzyjnym, nienachalnym i przez komediowe wstawki lekkim w odbiorze studium tytułowego „bólu”.

Film rozpoczyna się krótką ekspozycją przedstawiającą nam jego dwóch głównych bohaterów – kuzynów, którzy po śmierci swojej babci, zgodnie z jej wolą wykupili wycieczkę do Polski, by poznać kraj, w którym przed wojną mieszkała ich żydowska rodzina. Jednym z nich jest nieco znerwicowany, ale poukładany, grany przez Jessego Eisenberga David i pozornie beztroski i dziecinny Benji grany przez Kierana Culkina, którego świetny aktorski warsztat mogliśmy już obserwować w „Sukcesji”. Po przylocie do Polski dołączają oni do wycieczki, z którą przez kolejny tydzień będą odwiedzać miejsca związane z żydowską historią w Polsce. Na tym etapie, mogę już zaznaczyć, że w moim odczuciu Polska była tłem dla tego filmu. Ujęcia w Warszawie, czy Lublinie były bardzo estetyczne, sami Polacy zaś pojawiali się w filmie rzadko, ale gdy już się pojawiali, to robili raczej pozytywne lub neutralne wrażenie. Trudno powiedzieć, na ile to był celowy zabieg, ale Polska i Polacy zdawali się być obok tej historii. Postać Benjiego, grana porywająco przez Culkina, w pewnym momencie nawet zwraca się do przewodnika "Dlaczego nie rozmawialiśmy z żadnym Polakiem?". Możliwe zatem, że to oderwanie od polskiego życia, mimo odwiedzania Polski miało na celu unaocznić doświadczenie wyobcowania związane z powrotem do miejsca, z którym w odległy sposób jest się związanym, jednak wszystko w nim uległo zmianie, a i my nie jesteśmy tymi samymi osobami, które to miejsce opuszczały. 
Niektórzy zwracają natomiast uwagę, że jedynie raz, nawet podczas rozmów dotyczących Holocaustu pada słowo „Niemcy”, przez co zachodni widz, może utwierdzić się w swoim przekonaniu o „polskich obozach śmierci”. Ja jednak podczas seansu nie zwróciłam na to uwagi,  bo tak jak wspominałam, nie o Polsce, a o bólu jest ten film. 

Wracając do fabuły, kuzyni wraz z grupą składającą się z bardzo różnorodnych pod każdym względem osób, odkrywają kolejne elementy swojej zapomnianej tożsamości i dokopują się do trudnych i tragicznych doświadczeń swoich przodków walcząc jednocześnie z swoimi osobistymi trudnościami i tragediami. To film będący po części filmem drogi, po części komedio-dramatem. Jego podstawową siłą są świetnie napisane, złożone, a nie przekombinowane, wiarygodne psychologicznie postacie, zarówno pierwsze, jak i drugoplanowe.  Dzięki nim, ich interakcjom, dialogom, film i historia w nim opowiedziana wydają się naturalne, szczere i niepodporządkowane narzuconej z góry narracji. Widz umiejętnie jest prowadzony nieoczywistymi ścieżkami do refleksji dotyczących historii, zbiorowego przeżywania tragedii, dziedziczenia traumy, pytań, o to, komu i jak bardzo wolno cierpieć, czy można cierpieć za kogoś, czy można porównywać jeden ból do drugiego, a w końcu, kiedy ból jest tytułowym „Prawdziwym bólem”. Dla niektórych pewnym rozczarowaniem może być otwarte zakończenie, brak postawienia kropki nad "i", dla mnie natomiast była to zaleta. Dzięki temu zabiegowi film był dla mnie jeszcze bardziej wiarygodny - był niewygładzonym i niewystylizowanym urywkiem z życia, w które wprowadził nas, na czas wspólnej podróży reżyser i grający jednego z głównych bohaterów Einseberg. Ten umiar w środkach, oraz wysmakowany humor, który rozbrajał widza wystawionego później na emocjonalne sceny świadczy o dużej wrażliwości Eisenberga jako reżysera i sprawia, że czekam na jego kolejne filmy. W jego wizję zaś idealnie wpisał się Culkin, grając złożoną, popadającą w skrajności, irytującą i jednocześnie budzącą ogromną sympatię postać Benjiego - jeżeli nie z wymienionych przeze mnie wyżej powodów, to po to, by zobaczyć jego kreację, warto obejrzeć ten film. Po to, i by odnaleźć swój prawdziwy ból, w ich prawdziwym bólu. 

Komentarze

Popularne posty