Ciekawy przypadek Szymona Hołowni
Z dniem, gdy okazało się, że pierwszym, tzw. Marszałkiem rotacyjnym w Uśmiechniętej Polsce będzie Szymon Hołownia, gwiazda Mam Talent płacząca co jakiś czas nad konstytucją i co jakiś czas mówiąca też coś mądrego i wyważonego, polska opinia publiczna zamarła w niezbyt entuzjastycznym oczekiwaniu. Nie minęły jednak dwa tygodnie, nim Pan Marszałek zastąpił miejsce Wołodymyra Zełeńskiego na miejscu ulubionego „człowieka polityki” (nie mam na to żadnych danych rzecz jasna, nie po to się pisze na blogu). Dzięki jego ciętym ripostom i tonowi, w jakim mówił uspokajając rozbrykanych posłów stał się dla wielu „naszym człowiekiem w Sejmie”. Ostoją cierpliwości, godności człowieka i zdrowego rozsądku, który usadzi pisowców. Sam Pan Marszałek zaś zdaje się tym wyniesieniem do panteonu świeckich świętych dnia powszedniego vel grona mężów opatrznościowych celujących butem w pisowski populizm bynajmniej nie zmieszany, a zachwycony. Z namaszczeniem godnym powracających zza mórz władców powieści fantasy chwycił za Marszałkowską Laskę jak za berło, by przywrócić swojemu ludowi pokój i dostatek. Chwycił ją pewnie, by nie było wątpliwości, że Szymon z telewizji i Marszałek oto stały się jednym. Początkowo, trudno powiedzieć, że uległam całkowicie mocy nowego Marszałka, jednak jego utrzymywanie porządku obrad, które wzorem innych Polaków zaczęłam oglądać na YouTube, przyjmowałam z pewnym zadowoleniem i ulgą. Bawił mnie jego ton wypowiedzi, dzięki któremu przeniosłam się do czasów podstawówki, gdy podobnie się do mnie zwracano. Uznałam nawet, że jeśli miałby ten porządek tak utrzymywać, to może byłoby to i z pożytkiem, choć liczyć na jego bezstronność, byłoby naiwnością przekraczającą nawet dozwolone dla mnie normy. Z uśmiechem przeglądałam memy na makelifeharder i innych profilach odwołujących się do chłopskiego rozumu mieszkańca największych miast. Myślałam jednak, że fakt, iż popularność marszałka wyrosła dzięki mechanizmom mediów społecznościowych, by niebawem zostać zastąpiona przez popularność kogo innego jest sprawą dość oczywistą. A przynajmniej powinna taką być dla osób, które od dłuższego czasu mają do czynienia z mediami. Zdaje się jednak, że Szymon, skądinąd doświadczony, przyrósł do Marszałkowskiej Laski i uznał, że jest równie cennym, co ona symbolem. Rozszerzył zatem swoją działalność porządkową z Sejmu na całą Polskę - występując z orędziami (bynajmniej nie wagi państwowej), podcastami, odwiedzając strapionych i coraz chętniej zabierając głos w sprawach wszelkich. Niewykluczone jednak, że to, co ja odbieram, jako pospolite odbicie sodówy jest w rzeczywistości działalnością obliczoną na efekt, w postaci uzyskania elektoratu gotowego poprzeć go w przyszłych wyborach prezydenckich. Jaka jest prawda, tego może nie wiedzieć i sam Marszałek, ale kto zabroni snuć domysły. Dość powiedzieć, że jeżeli liczyliśmy w polityce na jakieś oddanie sprawie, a nie sobie samemu, to chyba możemy liczyć na to dalej, ale niekoniecznie u Szymona Hołowni.



Komentarze
Prześlij komentarz