"Wojna pojawia się w brudnym śniegu, cuchnącym spalinami, prochem i krwią" - recenzja powieści "Internat" autorstwa Serhija Żadana
Choć dla nas i światowej opinii publicznej wojna zaczęła się w lutym bieżącego roku, dla Ukraińców trwała już od zajęcia Krymu 8 lat temu, czego następstwem była zwiastująca obecne poczynania Rosji wojna w Donbasie. Właśnie „przez” tę wojnę musi przedrzeć się do oblężonego miasta główny bohater opowieści Żadana, 35 – letni nauczyciel Pasza, by wywieźć ze znajdującego się tam tytułowego internatu siostrzeńca. Zmuszony opuścić swój rodzinny dom, gdzie z niewielkim powodzeniem udaje mu się ukrywać przed wojną i wszystkim, co się z nią wiążę, z wyjątkiem docierających z parteru dźwięków telewizora oglądanego przez jego ojca, od razu zanurza się w wojenną rzeczywistość.
Pokonując drogę do internatu przygląda się z bliska zmienionemu światu – a zmiana ta nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka, nie zawsze przybiera postać żołnierza „tamtych” czy kolby pistoletu. Bywa dyskretna, bezwonna, a jednak wciąż zabójcza – jak ulatniający się czad. Żadan oczami Paszy opisuje jak wojna pojawia się w brudnym śniegu, cuchnącym spalinami, prochem i krwią, jak leży obok zastrzelonych bez sensu podwórkowych psów czy unosi się nad wiezioną na dachu rozwalonego samochodu trumną. Jak rozbrzmiewa dzwonkiem telefonu leżącego w śniegu żołnierza, który już nigdy go nie odbierze. Jak śmierdzi potem, strachem i założonym pospiesznie starym futrem ściśniętych, jak siedzące nad nimi gołębie wypłoszone z innych części miasta, kobiet ukrywających się w budynku dworca, z którego żaden pociąg już nie odjedzie. Przebywający w drodze Pasza ociera się o innych, tak jak on zdezorientowanych tą zmianą scenografii w jakiej przyszło im żyć ludzi, z których każdy ma swoją historię, swoją prawdę i swoją wojnę, których cierpienie i zmęczenie wypełnia aż po brzegi, tak że nie ma już miejsca na żal czy współczucie wobec innych. Jest tylko wojna i oni w tej wojnie.
Ukraiński pisarz nie
wymienia nazw miejscowości, nie nazywa narodowości danych postaci. Są tylko „nasi”
i „tamci”. Wśród „tamtych” Pasza nie raz spotyka ludzi, których znał jeszcze
przed wojną. Którzy posługują się tym samym, co on językiem, pochodzą z tego
samego miasta. Wojna jednak redukuje ich do „tamtych”, sprawia że indywidualne
cechy blakną. Dzięki temu zabiegowi powieść nabiera uniwersalizmu, a
jednocześnie ukazuje jak wojna potrafi w jednej chwili przegrupować społeczności żyjące do tej pory obok siebie w jako takiej zgodzie. Książka
Żadana opisująca wojenny koszmar nikogo nie obwinia i nie znajduje odpowiedzi
na wiele pytań, ani nie wskazuje palcem agresora. Ukazuje wojnę, jako zjawisko
przypominające rozprzestrzenianie się jakiegoś starego jak świat wirusa, na
którego nikt nie jest do końca odporny.
Mimo trudnych tematów, o jakich traktuje Żadan, nie jest to lektura ciężka czy druzgocząca, czego zasługą jest plastyczność języka jakim się posługuje, doskonały czarny humor, a dla mnie, przede wszystkim, przepełnione humanizmem, choć sprawiedliwe podejście do bohaterów swojej książki. Szczególnie poprzez postać Paszy, który ma tyle samo zalet co wad i jest właśnie zupełnie przeciętnym i w tej przeciętności bardzo ludzkim szarym człowiekiem, autor unaocznia jak wojna dociera do każdego poprzez filtr jego przeżyć i psychiki oraz jak zostaje w duszy wszystkich, których spotkała.
Myślę, że warto
sięgnąć po tę książkę szczególnie teraz, gdy już nieco opatrzyły się wszystkim wojenne
obrazy, gdy mieszka w Polsce wciąż tak wielu naszych uciekających przed rosyjską
agresją sąsiadów, by poczuć i zrozumieć, że wojna to nie tylko liczby zabitych
i tony zawalonych budynków, ale także zainfekowane przez nią życia ludzi takich
jak my. Choćbyśmy chcieli o tym zapomnieć i zamknąć oczy, wojna to wciąż sprawa
aktualna, a przymykanie oczu może skończyć się zaczadzeniem we śnie.
Szczególnie
symboliczne znaczenie ma dla mnie ta książka również z osobistego powodu – dostałam
ją bowiem na 24 – te urodziny od mojej ukraińskiej koleżanki, którą poznałam, po
tym, jak uciekła z mamą do Polski. Wcześniej studiowała ekonomię w
ostrzeliwanym dzisiaj Charkowie i pochodziła ze znajdującego się przy
rosyjskiej granicy, a obecnie prawie całkowicie zniszczonego miasta Izium. Tak
jak inni Ukraińcy, pisze ona teraz swoim życiem kontynuację opisywanej przez
Żadana historii, a ja, a my, stajemy się jej częścią.
.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz