Andrzej Trzebiński - Poeta Niedokonany vol.2
Zapraszam do czytania drugiej już części mojej pracy poświęconej postaci poety, Andrzeja Trzebińskiego.

POEZJA
ZMARTWYCH(WSTAŁA)
Nie sposób mówić o artyście bez
analizy choć części jego dorobku, w którym zawiera także część samego siebie.
Choć mówi się, że Trzebiński był poetą i żołnierzem sądzę, że nie był do końca
żadnym z nich. Był jedyny w swoim rodzaju, walczył poezją, tworzył walką.
Chciałabym skontrastować jego poezję z
twórczością o wiele bardziej oswojoną i poznaną przez społeczeństwo, to znaczy
z poezją Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. „Oto słyszę, jak w popiół/ przemieniam
się i kruszę./ I coraz mniejszy ciałem, /wierzę we własną duszę.”[1]
Już ta jedna strofa z wiersza „O mój ty smutku cichy” tak przeczy swoją wymową
ideologii Trzebińskiego, iż niepodobnym byłoby uwierzyć w to, że jest to jego
wiersz. Przytoczenie przypadkowego
fragmentu wiersza Baczyńskiego już ukazuje, jak różnym było samo pojmowanie
sztuki i poezji u dwóch poetów czasu wojny. Nie mogę nie wspomnieć, iż
Baczyński także był jedyny w swoim rodzaju, niedościgniony wręcz dla innych
poetów swoich czasów. Zanim jednak przejdę do różnic pomiędzy tworzoną przez
nich poezją, chciałabym zaznaczyć to, co łączyło ich utwory, co było
charakterystyczne dla twórczości poetów „mrocznego czasu”[2].
Po pierwsze i bardzo istotne, poezja w czasie wojny odgrywała w Warszawie
naprawdę niebagatelną rolę, w co niezwykle trudno nam teraz uwierzyć, a tym
bardziej to zrozumieć. W Genealogii
Ocalonych czytamy ”Wiersze krążyły w odpisach, wymięte karty przechodziły z
rąk do rąk – poezja stawała się czymś bliskim społeczeństwu i czymś koniecznym”[3],
mimo że „młoda literatura stąpała po omacku[..] rzadko, które z literackich
pokoleń musiało zdobywać wiedzę o świecie w takim osamotnieniu twórczym.”[4]
Pokolenie to było także „programowo niesentymentalne”[5],
nie chciało nawiązywać do romantycznych wzorców uświęconej bezczynności,
bezradnego cierpienia - mimo to jednak
Trzebiński piętnował w nich brak zapału do działania i rozkładanie rąk. Dobrze
to wyparcie uczuć na drugi plan w poezji wyjaśnił w piątym numerze Sztuki i Narodu głosząc, iż „Uczucie
stawało się wrogiem poezji, przeradzało się w poetyczność, młodzi, pisząc
wiersze czy liryki prozą usiłowali jednocześnie bronić się przed zabrnięciem w
pustą uliczkę sentymentu. Jeżeli liryk chce wyrazić grozę to daje nam to tylko
rzut tej grozy na płaszczyznę swej psychiki, a więc – lęk. Zamiast czystej,
wysokogórskiej atmosfery grozy metafizycznej mamy fatalną, chorobliwą atmosferę
zdenerwowania i lękliwości.”[6]. Innym
razem, nie mówiąc już może o ogólnym poglądzie na poezję, ale nadal poglądzie
większości, pisał „Wrzesień 1939 roku zabił lirykę ponieważ oddalenie się od
rzeczywistości czynów, znalezienie w tej sytuacji dystansu stało się ponad jej
siły. Umarła ona we wrześniu 1939 r. nie od przypadkowej kuli zresztą[…]. Umarła
dlatego, że skończyła się oto epoka słów w literaturze, a musi się zacząć w
niej epoka czynu”.[7]
Słowa te wyrażają tendencję
pokolenia, a ich interpretacja, a szczególnie sposób w jaki obaj poeci
zrozumieli pojęcie epoki czynu w literaturze , spowodowała - oczywiście nie
tylko ona, ale jest to najbardziej
widoczne i bardziej obiektywne niż ocena choćby tego jak na obu artystów
wpłynęło wychowanie - rozgałęzienie się poezji na tę Baczyńskiego i tę Trzebińskiego.
Drugi z nich, owszem, sprzęgał czyn ze słowem, ale czyn ten często miał się
przysłużyć jakiemuś potencjalnemu, wymarzonemu ideałowi, a nie podejmował
często wyzwań doraźnych. Brało się to prawdopodobnie z tego rozchwiania,
swoistego zawieszenia pomiędzy niebem a ziemią, które ujawniało się choćby w
słowach „ Zawsze widzieliśmy siebie i chcieliśmy się oglądać jedynie na
tajemniczym tle historii, która dopiero czeka – utajona i wielka. [8]”,
zawartych we Wspomnieniu o przyjacielu.
Baczyński natomiast, mimo cytowanych wcześniej słów Trzebińskiego dotyczących
śmierci liryki, potrafił, funkcjonując w
wojennej rzeczywistości jednocześnie się od niej zdystansować - w czym
niewątpliwe pomogła mu bardzo rozbudzona w czasie wojny religijność - nie odgradzając się tym samym od uczuć. Wiąże
się to z nurtami poetyckimi, do których w swojej sztuce nawiązywali. I tak w
poezji Baczyńskiego, choć jedynej w swoim rodzaju, widać wpływy poezji Staffa
czy Miłosza, tak w poezji Trzebińskiego wciąż widoczne są, czasem wręcz zbyt
nachalne, nawiązania do Awangardy Krakowskiej, która, chcąc powiązać poezję z
rzeczywistością, czyni ją – moim zdaniem - nieco wyblakłą, gra na emocjach
wywoływanych przez potencjalną, a nie prawdziwą rzeczywistość. Mam wrażenie, że
Trzebiński jednak, czasem - może nieświadomie - wyrywa się z wytworzonej przez
samego siebie maniery. Przykładem tego jest wiersz pt. Liryk o miłości. Traktujący o miłości do ukochanej kobiety, którą
zresztą wymienia z imienia, mimo że jest mechaniczny w konstrukcji, to jednak
niesie ze sobą pewną dozę uczuciowości. Zastosowane metafory nie tylko
ubarwiają wiersz, ale także tworzą pewną literacką rzeczywistość, odnoszą się
do innego sposobu pojmowania. Tym samym Trzebiński wpisuje się w styl
awangardowy, tępiący mimetyzm, używający metafory jako środka, który pozwoli
pozbyć się „waty słownej”[9], a
zarazem napełni wiersz sensem. W trzeciej strofie czytamy więc „Miej już
ramiona słoneczne – mówię – trudno, miej./Słoneczne – śmiejesz się - to jest żart i to zupełnie/[niemożliwy./Więc
dobrze, obejmij razem z człowiekiem słoneczny/[dzień”[10]
W
poezji redaktora Sztuki i Narodu widać
także stałe poszukiwanie formy, walkę z samym sobą, „artystyczny, rzemieślniczy
trud”[11],
nie zaś tworzenie pod wpływem natchnienia. Trzebiński chwycił się słownego
kreacjonizmu kurczowo, przez co bardzo często sobie przeczył i sam się
ograniczał, ale zarazem stworzył sobie w ten sposób jakiś punkt odniesienia i
tarczę ochronną. Ciekawie pogląd Trzebińskiego na swą osobę i twórczość, które
to zresztą traktował jako jedność, ukazuje
jedno zdanie z jego Pamiętnika:
„dopiero parę dni temu, w tę niedzielę, spostrzegłem, że podczas pisania
zachowuję się identycznie tak samo jak podczas… miłości. to tłumaczy do pewnego
stopnia, dlaczego tak marnie piszę.”[12] Tak
samo kurczowo trzymał się konwencjonalizmu w widzeniu świata. Wszystko
analizował, zmieniał optykę, chcąc zmieniać świat na każdej możliwej
płaszczyźnie, oprócz tej pośrodku, tej, w której przyszło mu żyć. Czasami
ukazywał kwantowe nieuporządkowanie ludzkich uczuć, umotywowań, czasem zaś patrzył
na ludzkość jako masę, część owej „wielkiej historii[13]”.
Dobrze ów konwencjonalizm widać w ostatniej strofie wspomnianego wyżej wiersza.
„To nie był kaprys serca — to był miłości realizm, Gdy miłość taka opęta —
świat odrobinę upada...
Więc aby wzniósł się nadal — mówię twardo, bezwzględnie i bez żartu
Miej oczy zielone, ramiona słoneczne — i krok miej lekki nadal.”[14] Pomimo stylizowania i próby konwencjonalizacji owego wiersza, nadal, w odróżnieniu od innych, przebija przez niego jednak ukryta, cicha uczuciowość. Samo zresztą podjęcie się tematu miłości zaznacza jej wagę i istotność, która sprawiła, że poeta chciał odtworzyć miłość na nowo, zrzutować na płaszczyznę nowej rzeczywistości, „ocalić od zapomnienia.” [15] Choć nie zmienia to faktu, iż ten wiersz, jak i zresztą większa część jego poezji, jest przepełniony goryczą, próbą sprowadzenia na ziemię ideałów społeczeństwa, które nie znaczą nic, gdy zestawi je się z nowymi, rewolucyjnymi ideami dążenia do artystycznego absolutu. Goryczą mogącą wynikać także z tego nieuporządkowania myśli przy jednoczesnej ogromnej chęci samowychowywania, ze świadomości istniejących w nim sprzeczności, które siłą rzeczy odbierał jako sprzeczności występujące w świecie w ogóle. Jednocześnie naświetla to, co dla niego istotne, co chciał wyrwać i ocalić z brudnej wojennej rzeczywistości. Często jednak sobie przeczy pisząc o teraźniejszości bez uczuciowości, bez całej gamy empirycznych doznań. Tak też w wierszu pt. Ta chwila, mimo całej swojej chęci oddziaływania na teraźniejszość, zauważa jakąś nieznośną nieustępliwość dziejów, przypominającą o swoim istnieniu rzeczywistość. „Wiatr błyskawice drzew podda erozji, rozwieje./Ta chwila zmieni się w drobne – w drobne listeczki./A ty - wobec zagadki zostania/Mający tylko przelotność uśmiechu –Przelotnie się roześmiejesz…/Pozostaniemy.”[16]
Więc aby wzniósł się nadal — mówię twardo, bezwzględnie i bez żartu
Miej oczy zielone, ramiona słoneczne — i krok miej lekki nadal.”[14] Pomimo stylizowania i próby konwencjonalizacji owego wiersza, nadal, w odróżnieniu od innych, przebija przez niego jednak ukryta, cicha uczuciowość. Samo zresztą podjęcie się tematu miłości zaznacza jej wagę i istotność, która sprawiła, że poeta chciał odtworzyć miłość na nowo, zrzutować na płaszczyznę nowej rzeczywistości, „ocalić od zapomnienia.” [15] Choć nie zmienia to faktu, iż ten wiersz, jak i zresztą większa część jego poezji, jest przepełniony goryczą, próbą sprowadzenia na ziemię ideałów społeczeństwa, które nie znaczą nic, gdy zestawi je się z nowymi, rewolucyjnymi ideami dążenia do artystycznego absolutu. Goryczą mogącą wynikać także z tego nieuporządkowania myśli przy jednoczesnej ogromnej chęci samowychowywania, ze świadomości istniejących w nim sprzeczności, które siłą rzeczy odbierał jako sprzeczności występujące w świecie w ogóle. Jednocześnie naświetla to, co dla niego istotne, co chciał wyrwać i ocalić z brudnej wojennej rzeczywistości. Często jednak sobie przeczy pisząc o teraźniejszości bez uczuciowości, bez całej gamy empirycznych doznań. Tak też w wierszu pt. Ta chwila, mimo całej swojej chęci oddziaływania na teraźniejszość, zauważa jakąś nieznośną nieustępliwość dziejów, przypominającą o swoim istnieniu rzeczywistość. „Wiatr błyskawice drzew podda erozji, rozwieje./Ta chwila zmieni się w drobne – w drobne listeczki./A ty - wobec zagadki zostania/Mający tylko przelotność uśmiechu –Przelotnie się roześmiejesz…/Pozostaniemy.”[16]
Znowu odwraca cały układ
odniesienia, łączy rzeczy tak wielkie jak „błyskawice”, z tymi tak
niezauważalnymi jak „drobne listeczki”. Widać, że szuka czegoś stałego,
odrzucając jednocześnie łatwe rozwiązania, podchodząc cynicznie do wszystkich
utartych schematów postępowania, które przez wojnę stawały się dla niego
niejako przyczyną upadku ludzkiej kultury. Chciał budować kulturę nową, lecz
przeszkadzało mu w tym to nieosadzenie, brak konkretnych punktów odniesienia,
których, choć z nieustającym cynicznym uśmiechem na ustach, rozpaczliwie
szukał. Trzebiński podjął się ogromnego zadania, traktując swoją poezję nie jako
coś prywatnego, tylko jako jeden z głównych składników bohaterskiego
kształtowania kultury w obliczu jej upadku
W takim sposobie myślenia
ukryte jest chrześcijańskie pojmowanie życia, roli człowieka wrzuconego w dany
czas i miejsce, które - mimo „odziedziczonych” po ojcu lewicowych poglądów -
wpoiła mu osoba dla niego niezwykle ważna, jego matka. Mimo starć
światopoglądowych Baczyński wyszedł z domu ukształtowany, wierny rodzinnym
ideałom. Tego ukształtowania między innymi brakowało Trzebińskiemu. Możliwości
zwrócenia się do matki, gdyż, jak pisał w Pamiętniku,
ona zupełnie go nie rozumiała, nie czuł się przy niej mniej samotny, mniej
zagubiony[17]. Nie oznacza
to jednak, że Baczyński nie miał żadnych wątpliwości, że nie ogarniał go
strach, że poddawał się bez walki. W rzeczywistości bardziej niż Trzebiński
stąpał twardo po ziemi, opisywał świat go otaczający. Nie próbował go tworzyć,
gdyż wolał pracować bardziej nad tym, w jaki sposób ów świat może na niego wpłynąć, w jaki sposób będzie
go odbierał. Przez to, że miał, nawet jeśli sam o tym nie wiedział, wpojone
przeczucie, że „jest coś więcej”, że do Kogoś lub Czegoś przynależy,
rzeczywistość nie wywierała na nim tak ogromnej presji. Pokładał nadzieję w
tym, że dobro, chwilowo przegrywające bitwę wygra odwieczną wojnę ze złem.[18] Żył
pełnią życia tak długo, jak pozwoliła mu na to rzeczywistość, mimo że
przeczuwał swoją śmierć co wyraźnie odznacza się w jego wierszach: „A serca-
tak ich mało, a usta- tyle ich. / My sami- tacy mali, krok jeszcze – przejdziem
w mit.”[19]
czy „i mówił pierwszy: oto jest pieśń,/ która uderza w firmament powiek/, a
drugi mówi: nie, to jest śmierć,/ którą przeczułem w zielonym słowie”[20].
Co ciekawe, podczas gdy Trzebiński uwielbiał rozprawiać o swojej poezji,
Baczyński, w żaden sposób nie potrafił swojej poezji bronić, oceniać, tłumaczyć.
Była częścią jego samego. „Każdy, kto znał Baczyńskiego, bywał zaskoczony jego
nieporadnością intelektualną w obronie swych utworów, brakiem zmysłu
krytycznego i wręcz śmiesznością osądów.”[21] Poezja
Baczyńskiego wraz z jego dojrzewaniem traciła też na stylizacji, stawała się
coraz czystszym przekazem. O ile widać w niej jakieś wpływy danych nurtów poetyckich,
to w większości przypadków mają one raczej charakter ideologiczny niż
strukturalny. Tak też przebija w niej pochwała dla życia, nawet tego
przepełnionego cierpieniem, która tak charakterystyczna była dla Leopolda
Staffa, inspirującego się postacią św. Franciszka z Asyżu. W wierszu Z wiatrem, czytamy „Nie płacz, kochana./
Śpij w cierpieniu, /na dłoni mojej drżący ptak,/ rzekom i mnie, i wiosen
cieniom,/ i miłowaniu lat.” [22]
Przejął także zawierzenie Bogu: „W takie serce będę teraz niósł/ twoje zmęczone
imię, w proste serce Boga,/ co jest jak gór zielonych dolina dla owiec/ i jest
jak sen nagrzany i biały grobowiec”[23].
To wszystko pozwoliło mu sprostać zadaniom stawianym mu przez rzeczywistość. I
to też głosił w swojej poezji.

POETA NIEDOKONANY
POETA NIEDOKONANY
"Nigdy nie wiedziałem, co w nim jest z
udania, z pozy, a co z prawdy, z żywego człowieka." – tak pisał o
Andrzeju Trzebińskim jego szkolny przyjaciel Tadeusz Borowski. Tego - po
licznych rozmowach z innymi na jego temat, po lekturze rozlicznych publikacji - nie wiem i ja. Wydaję mi się jednak, że nie
wiedział tego także on sam. Jak przypuszczał „porwała go historia, młodego,
dwudziestoletniego chłopca”[24],
w sposób całkowicie groteskowy, beznadziejnie zwyczajny i niesamowicie
niespecjalny. Nie zginął w walce, choć zapierał się, że jest zbyt dumny, by
zginąć inaczej. Redaktora i ideologa Sztuki
i Narodu rozstrzelano wśród kilkudziesięciu innych, całkowicie bezideowych
ludzi. Ginęli tak samo, pozostawiając po sobie ten sam czerwony cień na murze.
Nie zginął za swoją konspiracyjną działalność, nie zginął w akcji Uderzenia,
nie zginął wreszcie z przemęczenia -
zginął, bo upomniała się o niego owa Historia ”utajona i wielka”[25], która
przypomniała o sobie w postaci gestapowca aresztującego go za posiadanie
fałszywej kenkarty. Mimo że ogromna część jego pokolenia zginęła w czasie wojny
i niczym nadzwyczajnym mogłaby się zdawać jego śmierć, to jednak była ona
wyjątkowa. Tak jak całe jego życie,
niewpisana w żadne reguły, niepasująca do ogólnie przyjętych norm,
niespodziewana w takim kształcie. Nie wpisywała się w marzenie poety, by
„umrzeć dobrze”[26].
Nie była spektakularna, nie postawiła bohaterskiej kropki nad i. Nie wypełniła
tej miotającej się postaci, nie dookreśliła go. Jednak to dopiero śmierć sprowadziła
go do rzeczywistości, w której żyli inni. Pozostał niedomkniętym zbiorem przeżyć i idei. Stał się pryzmatem, przez który możemy patrzeć na to pokolenie.
Czytając jego lirykę, prozę, publicystkę, tak naprawdę najmniej dowiadujemy się
o nim samym. Zaciera to tylko ogląd na to, jaki ten człowiek naprawdę był,
ukazuje bardziej -jaki nie był. Cechy
pokolenia występują w jego osobie
jako znaki zapytania, kolejne punkty w liście rzeczy do załatwienia,
sprawdzenia lub jako antycechy jego charakteru. Przez to, że jest tak mało
znany, nie narosły wokół niego jeszcze żadne mity, bliższe go poznanie może
ukazać zupełnie nowy sposób patrzenia na to pokolenie, choć on sam pozostanie „niedokonany”
i nigdy do końca nie dowiemy się tego, jakim był naprawdę. Analizując postać Trzebińskiego
możemy oceniać go jedynie z zewnątrz, korzystając z opisów jemu współczesnych,
lub patrząc na wpływ, jaki wywierał na innych ludzi, na idee, które chciał
wcielać w życie. Jego sztuka jednak,
nigdy nie powinna zostać zapomniana, pominięta, wyraża w sobie bowiem bez
żadnego znieczulenia ciężar tamtych
czasów. Wtedy też może spełni się to, co mówił Wacław Bojarski, to, w co
Trzebiński głęboko wierzył, iż „Śmierć nie jest bynajmniej zanikaniem życia,
ona jest tylko przekazywaniem energii życiowej komuś innemu. Śmierć nasza
rozpala życie w innych. Daje im świadomość, siłę i odwagę…”
Bibliografia
1. L. M. Bartelski, Genealogia Ocalonych,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1963
2. J. Krzyżanowski, Dzieje Literatury Polskiej,
PWN, Warszawa 1979
3. K. K. Baczyński, Utwory zebrane, Wydawnictwo
Literackie, Kraków1979
4. A. Trzebiński, Aby podnieść różę…, z wstępem
i opracowaniem Zdzisława Jastrzębskiego, Instytut Wydawniczy „Pax” , Warszawa
1970
5.
A. Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych,
ze słowem wstępnym i opracowaniem Zdzisława Jastrzębskiego, Instytut
Wydawniczy „Pax”, Warszawa 1972
6. C. K. Norwid, Promethidion. Rzecz w dwóch
dialogach z epilogiem, Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
7.
S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski, [dostęp internetowy - zasób opracowany na
podstawie: Stanisław Brzozowski, Legenda Młodej Polski, Studia o strukturze
duszy kulturalnej, wydanie drugie, nakł. Księgarni Polskiej Bernarda
Połonieckiego, Lwów 1910
8.
T. Borowski, Wspomnienia, wiersze, opowiadania, Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa 1974
9. A. Trzebiński ,? Przebudowa polskiej
świadomości kulturalnej,
„Kuźnia”.
Miesięcznik Literacki Ruchu „Miecz i Pług”, październik
1943,
nr 2.
10.
A. Trzebiński, Wytyczne działania Ruchu [niedatowany maszynopis
z
roku 1943 odnaleziony w papierach po Tadeuszu Gajcym,
obecnie
w archiwum Lesława Mariana Bartelskiego].
11.
C. Miłosz, Miłosz o Trzebińskim, „Gazeta Wyborcza”, 30 VIII 2001, s. 11
12.
E. Janicka, Sztuka czy naród?:monografia pisarska Andrzeja Trzebińskiego,
Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas” 2006
13.
A. Czerniakowska, Andrzej Trzebiński, „Nasza Polska” Nr 48 (943) z 26
listopada 2013 r.
Netografia
[2] Trudno znaleźć jedno źródło, z którego
pochodzi to określenie, może być nim jednak pierwszy wers wiersza K. K.
Baczyńskiego, Ten czas
[3] L.M.
Bartelski , Genealogia Ocalonych, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 1963, s. 40
[4] Tamże
[5] Tamże, s.
42
[6] A. Trzebiński, Pokolenie liryczne i dramatyczne, Sztuka i Naród, 1942, nr 5, pod
pseud. Stanisław Łomień, s. 8-13
[8] A. Trzebiński, Wspomnienie
o przyjacielu, Sztuka i Naród 1943, nr 9/10, pod pseud. Stanisław Łomień, s.
2-6
[11] Pojęcie typowe dla Awangardy
Krakowskiej, Julian Krzyżanowski, Dzieje
literatury polskiej, PWN, Kraków,
1979, s.620
[12] A.
Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych, ze słowem wstępnym i opracowaniem Zdzisława
Jastrzębskiego, Instytut Wydawniczy „Pax”, Warszawa 1972, Pamiętnik I, 28 maj
[13] A. Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu, Sztuka i Naród 1943, nr 9/10, s. 2-6 pod
pseud. Stanisław Łomień
[14] A.
Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych, ze słowem wstępnym i opracowaniem Zdzisława Jastrzębskiego, Instytut Wydawniczy
„Pax”, Warszawa 1972, Pamiętnik I, 28
maj
[17] A.
Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych, ze słowem wstępnym i opracowaniem Zdzisława Jastrzębskiego, Instytut Wydawniczy
„Pax”, Warszawa 1972, Pamiętnik II, 9
styczeń
[18] L. M. Bartelski, Genealogia Ocalonych, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1963, cyt. Kazimierza Wyki z Listu
do Jana Bugaja, s. 54
[19] K. K. Baczyński, Utwory zebrane, Ten czas, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 1979 , s. 357
[21] L. M.
Bartelski, Genealogia Ocalonych, s.54
[22] K. K. Baczyński, Utwory zebrane, Z wiatrem, , Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s. 337
[23] Tamże, ( Ach umieram, umieram. Jesień..), s. 368
[24] A.
Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu,
Sztuka i Naród 1943, nr 9/10, s. 2-6 pod pseud. Stanisław Łomień
[25] A.
Trzebiński, Wspomnienie o przyjacielu,
Sztuka i Naród 1943, nr 9/10, s. 2-6 pod pseud. Stanisław Łomień
[26] A.
Trzebiński, Kwiaty z drzew zakazanych, ze słowem wstępnym i opracowaniem Zdzisława Jastrzębskiego, Instytut Wydawniczy
„Pax”, Warszawa 1972, Pamiętnik II



Komentarze
Prześlij komentarz