O dzielności kobiet
O
dzielności kobiet
„Mama said
you are pretty girl, what is in your head it doesn’t matter” (ang. Mama
mówiła – jesteś śliczną dziewczyną, to co myślisz nie jest istotne) – to
pierwsze zdanie piosenki Beyonce pt. “ Pretty hurts”. Przepojone feministycznym
tchnieniem współczesnego świata dziewczyny po przeczytaniu tego zdania poczują
niesmak I oburzenie. I słusznie. Zbyt
wiele wieków traktowano kobiety jako niepełnowartościowe i niezdolne do
myślenia, dobre w zasadzie istoty, ale całkiem niesamodzielne - trzeba
rozumować za nie, ważne by były, ładnie
wyglądały i odgrywały swoją rolę. Choć sama nie określiłabym się feministką (
na pewno nie w dzisiejszym tego słowa znaczeniu) to doskonale rozumiem dlaczego taki ruch mógł
się narodzić. Ja jedynie
chcę przedstawić kilka sytuacji znanych pewnie doskonale miłośniczkom (na panów
nie liczę, przepraszam tych, których w tym momencie uraziłam) XIX -wiecznej
angielskiej klasyki spod znaku Jane Austen, Elizabeth Gaskell, czy Thomasa
Hardy'ego. Kobiety, nie mogąc same o sobie decydować, odbierać starannego
wykształcenia czy zdobywać jakieś większe zarobki, zmuszone były szybko
wyjść za mąż. Oczywiście chłopki i mieszczanki mogły pracować (i mimo ciężkiej
pracy zarabiały mniej niż mężczyźni, a także nie miały żadnego wpływu choćby na
politykę), ale wśród klas wyższych, gdzie kobieta bardzo często pełniła rolę
salonowej ozdoby, byłoby to nie do pomyślenia. Możliwe, że zawężanie spojrzenia
na tamte czasy jedynie do sytuacji kobiet klas wyższych nie jest najbardziej
właściwym, jednakże czy tego chcemy czy
nie, to zawsze klasy wyższe kształtowały spojrzenie na świat, kulturę, kreowały
wzorce. Kobiety same nie za bardzo mogły prezentować swoje poglądy gdyż
literaturę kobiecą uznawano za literaturę gorszego sortu, nie wartą czytania (
jedną z pierwszych docenionych pisarek angielskich była właśnie Jane Austen),
tak więc ponownie zostawały postawione w sytuacji kiedy posiadanie męża było
konieczne by ten mógł ją reprezentować. Samo jednak znalezienie męża nie było sprawą
zbyt łatwą - nie wspominając nawet o mężczyźnie, za którego delikwentka
wyszłaby z miłości. Rzecz jasna, że każda kobieta, jeżeli już musiała znaleźć
męża, który by ją reprezentował wolała by tenże wybranek należał do tych raczej
niebiednych panów. Dlatego też, kiedy to mężczyźni wychowywani byli na tych co mają zdobyć świat, założyć spółkę,
udzielać się w polityce czy prowadzić badania, kobiety wychowywano tak by były
perfekcyjne. Perfekcyjne to znaczy ładne, delikatne, skromne,
zdyscyplinowane, wiedzące kiedy i jak się odezwać, a częściej kiedy i jak się
nie odezwać oraz by broń Boże się nie rządziły. Ten wyścig zbrojeń we wszelakie
cnoty na długo zaprzątał umysły młodych panienek, którym zdecydowanie więcej
nie wypadało niż wypadało. Mężczyznom za to uchodziło dużo więcej. Zazwyczaj
gdy czytałam te powieści wzdychałam z ulgą myśląc jak to dobrze, że teraz
kobiety mogą o sobie decydować. Ale medal ma dwie strony.
Tym, co spowodowało, że zaczęłam bardziej analizować różnice
w sytuacji mężczyzn i kobiet na przestrzeni wieków, był jeden z tedtalków,
który obejrzałam przed kilkoma tygodniami. Tytuł brzmiał „Teach girls bravery
not perfection” (ang. Uczmy dziewczynki odwagi, nie perfekcji). Punktem wyjścia
wypowiedzi Reshmy Saujani, aktywistki edukacji, była historia z jej życia,
kiedy to w wieku 33 lat wystartowała w wyborach, co uznała za pierwszy przejaw
odwagi w jej życiu. Postawiwszy następnie tezę iż, „dziewczynki uczy się by
były perfekcyjne, chłopców by byli odważni” poparła ją przykładem ciekawego
doświadczenia przeprowadzonego przez psychologów w 1980 roku. Grupie chłopców i
dziewczynek dano do wykonania zadanie przewyższające ich ówczesną wiedzę i
możliwości. Większość dziewczynek, po obiektywnej ocenie sytuacji i uznaniu, że
wykonanie polecenia przekracza ich możliwości , zrezygnowało z próby jego
rozwiązania. Co ciekawe, im wyższe dana dziewczynka miała IQ, tym szybciej rezygnowała.
Wśród chłopców sytuacja wyglądała całkowicie odwrotnie. Gdy zobaczyli jak
trudne jest zadanie, podwoili wysiłki, żeby je rozwiązać. Prelegentka następnie
odwołała się do osobistego doświadczenia jakie zebrała podczas uczenia studentów
programowania. W momencie gdy dziewczyna popełniła błąd mówiła „coś jest ze mną
nie tak”, gdy chłopak „coś jest nie tak z moim kodem”. Podczas gdy dziewczynki
uczy się by były ostrożne, wyważone, skromne, chłopców uczy się by byli odważni, pewni siebie i grali ostro.
Objawia się to między innymi w liczbie kobiet obecnych w wyborach do parlamentu
czy choćby podnoszących rękę gdy potrzebują wyjaśnienia jakiejś kwestii. Według
prelegentki to przekonanie, że nic nie jest ważniejsze, niż to , żeby być
perfekcyjną, zamyka przed kobietami drogę do sukcesów, którą, jako równe
intelektualnie mężczyznom mogłyby objąć, a której nie podejmą gdyż boją się
porażki - porażki, do której jako istoty perfekcyjne nie mają prawa. I rzeczywiście. Nieraz udało mi się
zaobserwować w klasie sytuacje kiedy wiele dziewczyn w klasie nie rozumiało
zadania, nie wiedziało nawet jak się do niego zabrać, a jednak mimo wszystko
nie odważyły się one spytać nauczycielki o co chodzi. Chłopacy zaś, od razu
zgłaszali wątpliwości. Częściej też widziałam dziewczynę z ledwo widoczną
podniesioną ręką zgłaszającą się do wykonania zadania, która po wybraniu przez
nauczycielkę jeszcze kilkakrotnie zaznaczała „nie wiem czy na pewno to jest
dobrze, tak mi się wydaję, ale mogę się mylić”. Chłopacy zaś dużo częściej
kłócą się jakoby mieli racje, a w
przypadku oczywistej porażki zwalają ją na „swoją chwilową nieuwagę,
niezauważenie minusa” etc.
Tendencja ta jednak, jak
konkluduje zresztą Slejma w swojej przemowie, się zmienia. Coraz więcej kobiet
postanawia nie rezygnować ze swoich marzeń jedynie po to by być perfekcyjną.
Jedynie po to by stać się idealną żoną odważnego męża i opiekować się ciepłem
rodzinnego ogniska. Coraz częściej biorą w swoje ręce sprawy, z którymi nie
mogli sobie poradzić mężczyźni. Tę tendencję da się dobrze zauważyć na
przykładzie bajek Disney-a. Kiedyś bohaterkami były wyłącznie księżniczki
określane jako piękne i dobre, rzadko kiedy pojawiła się jakakolwiek wzmianka o
ich zdecydowaniu czy odwadze. Rzadko kiedy także, bohaterki bajek miały wpływ na
to jak potoczy się ich życie. Rodziły się piękne i dobre, następnie czekały na
odważnego i walecznego mężczyznę swoich marzeń, który wybawi ich ze wszelkich
opresji, a następnie pojmie ją za żonę.
Wtedy zaś spełniona Śnieżka czy inna Bella osiągając swój cel jakim jest
małżeństwo, nadal piękna i dobra będzie wychowywać swoje dzieci długo i
szczęśliwie. Obecnie w bajkach kobiety coraz częściej są ukazywane jako niezależne
istoty, mające swoje zdania i mające także inne marzenia ponad to by odnalazł
ją książę na białym koniu. Taką sytuację widzimy choćby w „Krainie Lodu”, czy
„Meridzie Walecznej”. Tego typu kobiety coraz częściej pojawiają się także w
różnych produkcjach dla nastolatków, jak choćby w Igrzyskach Śmierci czy
Niezgodnej, gdzie trzęsą światem, stają się wojowniczkami.( Co ciekawe nazwisko
bohaterki Igrzysk Śmierci zostało zaczerpnięte z Książki Thomasa Hardy-ego pt.”Z
dala od zgiełku”, której główną bohaterkę, Batshebe Everdeen, często nazywa się
pierwszą literacką feministką).
Uważałam to kiedyś za stricte dobrą tendencję - kobiety nie są przecież gorsze od mężczyzn, powinny mieć takie jak oni prawa i możliwości. Że, tak jak mówiła autorka wspomnianego wcześniej tedtalk-a, trzeba uczyć dziewczynki odwagi, a nie perfekcyjności, a wtedy dopiero świat zacznie się rozwijać tak jak powinien – gdy dopuści się tę niedocenioną połowę społeczeństwa do grupy ludzi odważnych a nie nieomylnych. To wszystko może i jest prawdziwe, ale jest również niezwykle bezkrytyczne. Kiedyś owszem, feminizm był jak najbardziej uzasadniony – ruch chciał by sytuacja kobiet powróciła na zamierzony dla niej poziom – równy mężczyznom. Inny, ale równy. Tak jak równo traktowani powinni być wszyscy ludzie – nie dlatego, że są kobietą czy mężczyzną, zdrowym czy chorym, ale dlatego, że są ludźmi. Tego prawa do pewnego czasu kobietom odbierano. Teraz jednak feminizm zatracił sens. Kobiety mają już równe prawa (skupiam się tutaj na krajach pierwszego świata, oczywiście są miejsca gdzie sytuacja ma się zgoła inaczej), a nadal domagają się równego traktowania. To właśnie, bardziej niż wiele innych czynników sprawia, że mężczyźni mogą patrzeć na nie z góry. Współczesny feminizm wytacza działa, ale mając na celu wyniesienie płci dwóch iksów na piedestał, tak naprawdę sam je bombarduje. Obdziera kobiety z prawa do przyznanej im przez naturę delikatności, altruizmu, przezorności, a ubiera w nowe, często nie pasujące męskie przymioty jak praktyczność, mniejszy sentymentalizm, niezależność. Feministki obecnie walczą o to by kobiety mogły być takie jak mężczyźni i przez to szanowane, a nie takie jak kobiety i przez tę kobiecość cenione. Obrazek idealnie opisujący tę feministyczną herezję ujrzałam w tamtym roku w Brukseli. Kilkaset metrów od znanego pomnika siusiającego chłopca, powstał, w 1997 roku dzięki postulatom feministek głoszących potrzebę równości pomnik siusiającej dziewczynki. Żeby nie było wątpliwości, nie była to nawet dziewczynka siedząca z podwiniętą sukienką na garnku, jak to czasem jest przedstawiane na drzwiach restauracyjnych łazienek, ale kucająca panienka, u której zresztą, gdyby ktoś się nawet nie za bardzo przypatrzył, wyraźne były wszystkie zewnętrzne szczegóły anatomiczne. Spieszę także dodać, że pomnik ten stał w zaułku przy jednym z twardszego gatunku pub-ów, co spowijało ów w dymie papierosów i marihuany.
Ponieważ wszystko teraz chce się
rozpatrywać w kategoriach przydatności i opłacalności, za ideał stawia się
buisness women, niezależną, twardUmówmy się, kobiet, które naprawdę nie chcą mieć nigdy dzieci, są
skupione jedynie na karierze tudzież samorealizacji, potrafią bez zbytniego
uszczerbku na zdrowiu obejmować najważniejsze państwowe stanowiska, jest
niewiele. Nie z powodu ich nieumiejętności czy niemożności, ale ze względu na
ich naturę. Naturę, w którą wpisane jest rodzicielstwo, opieka nad innymi,
tworzenie atmosfery bezpieczeństwa. Nie oznacza to , że kobieta nie
może w tym samym czasie spełniać swoich
marzeń, jasne, że może. Ale naturalnie będzie miała z tyłu głowy myślenie o
innych, będzie martwić się o dzieci, co bynajmniej nie będzie jej zniewalać
tylko wpisywać się w odwieczną naturę kobiety. Nie lepszą, nie gorszą niż
mężczyzn, po prostu inną. Kobiety obecnie, po wydostaniu się z pułapki
stworzonej przez jedne konwenanse wpadły w pułapkę zastawioną przez inne. Teraz
przedstawicielka płci pięknej, niepracująca, a zajmująca się domem, opiekująca
dziećmi , jest uważana za kobietę przegraną, podczas gdy może to być jak
najbardziej zgodne z jej powołaniem. Tadtalk zachęcał do tego, by kobiety, tak
jak mężczyźni, były twarde, grały ostro, miały niezachwianą pewność siebie, a
wtedy się wyzwolą. Prawda jest taka, że w takim momencie często wpadają w
kolejne zniewolenie. Słabość, która kiedyś była naszym atutem teraz staje się
przejawem niepraktyczności. W ten też sposób kobieta nie dość, że pracuje
(choćby, żeby być niezależną finansowo od męża), to jeszcze tak czy siak
opiekuje się domem, myśli o tym, żeby zrobić dzieciom kanapki, z córką iść
poszukać sukienki na studniówkę, a młodszemu synowi przygotować urodziny.
Mężczyzna po prostu o tej drugiej części obowiązków nie pomyśli. Oczywiście
ogarnięcie takiej ilości spraw jest możliwe, wszystko zależne jest od
charakteru kobiety, jej sytuacji finansowej itd. , ale wymaga to wiele więcej
wysiłku niż od mężczyzn. Przez to, że kobiety same tego od siebie wymagają,
wymaga tego od nich także całe społeczeństwo. A nadal nie zmieniło się to, że
kobieta ma być perfekcyjna. Co więcej, częściej ta idea perfekcjonizmu kiełkuje
wciąż wśród dam, które pędząc w gonitwie po wszystkie swoje prawa zauważają
nawzajem wszystkie swoje niedociągnięcia. Gdy któraś z nich zrobi karierę od
razu jest u innych kobiet na cenzurowanym - niechby ktoś tylko zobaczył, że jej
dziecko raz nie miało ze sobą kanapek do szkoły! Już rozpocznie się mówienie o
tym, że zaniedbuje ona swoje obowiązki. Mało kto w tym czasie pomyśli, że
równie dobrze mógłby zadbać o to mąż. W ten sposób kobieta pracuje na dwa etaty
– jako przykładowo członek zarządu firmy, ale także jako matka, która musi
zrobić kolację, przygotować spotkanie towarzyskie, umówić dzieci do lekarza. (
Są wyjątki, dużo zależy od mężczyzny, ale nie zmienia to faktu, że kobiety same
zapędzają się w taki kozi róg, podczas gdy zazwyczaj mężczyźni nie dorastając
jeszcze do takiej zmiany sytuacji, kiedy to kobiety często okazują się
silniejsze od nich samych, pozwalają przejąć przez nie wszystkie swoje
dotychczasowe obowiązki).
Choć kobiety niegdyś miały mniej
praw, sądzę, że czasem miały większy wpływ na mężczyzn niż obecnie. Nie bez
powodu powstały powiedzenia takie jak „Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś
kobieta”. Wykorzystywały swoją delikatność, ciepło, a czasem łzy do załatwienia
spraw, o które mężczyźni musieli umierać w wojnach. Jak mówił Abraham Lincoln „Kobieta
to jedyna istota, której się boję, wiedząc, że mnie nie zrani”. Teraz walczą w
wojnach same, bo łzami już nikogo nie oszukają, a zarazem szanse na wygranie
walki są małe – ich uwarunkowania fizyczne i psychiczne się nie zmieniły.
Prawdziwe zatem są także takie komentarze, jak te, które pojawiły się pod
wspomnianym tedtalkiem „Tego typu przemowy rujnują społeczeństwo. Przez
ostatnie czterdzieści lat doświadczyłam wiele tego typu mów. W żaden sposób nie
poprawiły one sytuacji kobiet, a jedynie stworzyły generacje mężczyzn, którzy
są zniewieścieli, niemęscy, nie potrafią zachować się jak dżentelmeni, którzy
boją się podejmować wyzwań, oraz generację kobiet, która nie robi nic innego jak
tylko podejmuje wyzwania, kobiet, które nie są kobiece i zachowują się jak
mężczyźni.“ , “a dlaczego nie mielibyśmy uczyć naszych dzieci by po prostu
nieustępliwie dążyły do swoich celów z zdrową dozą ostrożności, sensownego
planowania i przemyślanej asertywności? Dlaczego by nie skupić się na uczeniu
ich by postępowali właściwie niezależnie od płci, według wszystkich charakteryzujących
daną płeć uwarunkowań?”. Choć sama zawsze należałam do grupy dziewczyn, które
nie boją się wyzwań, lubią poczucie niezależności, konkurencję, to jednak w
żadnym wypadku bym tego nie wartościowała. Podziwiam kobiety, które potrafią
stworzyć w swoim domu ciepłą, pełną miłości atmosferę, a przy tym być
spełnionymi i szczęśliwymi. Odwaga nie musi przecież polegać na tym by (że tak
użyję obrazowego porównania) iść na wojnę i wymachiwać mieczem, ale odwaga
kobiety może polegać właśnie na tym, żeby nie bać się stanąć wobec powszechnej
rywalizacji i konfliktów interesów wprowadzając swoją delikatność, zwracając
mężczyznom uwagę na ludzką stronę konfliktu. Taka postawa jest niezwykle
istotna w naszym świecie i choć sama częściej należę do pań wymachujących
szabelką to ogromnie cenię te wszystkie kobiety, które mają ODWAGĘ by być dobrą
matką, żoną, gospodynią, piękną i dobrą w codziennym życiu, a nie trzęsącą
światem heroiną. W tym też doświadczeniu prowadzenia domu i rodziny często
przejawiała się kobieca przewaga, jak mówiła Margaret Thather „Jakakolwiek
kobieta, która wie jak dobrze prowadzić dom, będzie bliższa zrozumienia jak
powinno się prowadzić państwo”. Cała siła kobiety bierze się właśnie z jej
natury, z której teraz feministki chcą ją wyzwolić. Nie bez powodu kobiety
znacznie rzadziej niż mężczyźni popełniają samobójstwo czy popadają w nałogi – nad
wszystkim co przeżywają, w przypadku posiadania rodziny, góruje poczucie
odpowiedzialności za innych. Dzięki temu kobiety mogą pozbierać się po nawet
bardzo traumatycznych wrażeniach, podczas gdy dla mężczyzny, w momencie gdy jego
świat upada w gruzach, upada cały świat i zauważa niewiele ponad swoją
tragedię.
Reasumując, wierzę, że prawa
kobiety to po prostu prawa człowieka. Kobieta, mając zapewnione podstawowe
prawa człowieka powinna z nich korzystać z całym dobrodziejstwem i nieurodzajem
faktu swojej płci, nie oszukiwać swojej natury, ale też nie wpisywać się w
ustalone przez społeczeństwo dla jego własnej wygody konwenanse. Każdy jest
inny i każdy powinien mieć do tej inności prawo. Ostatnio aktorka odgrywająca
rolę Sansy Stark w znanej i lubianej (zapewne przez większość) „Grze o tron”,
po usłyszeniu kolejnych gromów spadających na graną przez nią postać zauważyła,
że nie ceni się teraz w ogóle delikatności. Według Sophie Turner, Sansa jest
kobietą, która nie może się po prostu odnaleźć w tym męskim brutalnym świecie,
ale przez to też ciągle przypomina o tym, że życie nie powinno polegać tylko na
walce. Powiedziała również, że obecnie ceni się kobiety, które zachowują się
jak mężczyźni. Dewaluuje się pojęcie kobiecości – może dlatego też Arya Stark
jest jedną z ulubionych postaci -
dziewczyna, zachowująca się jak chłopak. Myślę, że na pewno na fakt lubienia
czy nielubienia Sansy mają wpływ także inne czynniki, jednak na pewno jest to
ciekawy i warty wzięcia pod uwagę punkt widzenia. Pozwolę sobie zakończyć
cytatem z biblijnej drugiej księgi machabejskej „[…]Przede wszystkim zaś godna
podziwu i trwałej pamięci była matka. […] Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając
swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym
języku”. Może to powinno być właśnie tą kobiecą perfekcją?





Komentarze
Prześlij komentarz